Strona główna Z miasta Stracili już córeczkę. Walczą o życie synka…

Stracili już córeczkę. Walczą o życie synka…

1

Życie ich nie oszczędza. Karolina i Mariusz Angiel z Babiczek niedaleko Konstantynowa Łódzkiego stracili już córeczkę, bo nikt nie potrafił zdiagnozować choroby Ali i wdrożyć skutecznego leczenia. Gdy jakiś czas później na świat przyszedł Staś, wydawało się, że wszystko, co najgorsze już za nimi. Koszmar jednak powrócił – lekarze wykryli u chłopczyka chorobę genetyczną. Tę samą, na którą zmarła Ala. Szansa dla chłopczyka jest. Potrzeba jednak pieniędzy…

Niestety, bardzo dużo, bo 1 mln 200 tys. zł. Mimo to rodzice nie tracą nadziei w walce o jego życie. Na stronie www.pomagam.pl ruszyła zbiórka, w którą może włączyć się każdy, komu nie jest obojętny los tej bardzo już przez niego doświadczonej rodziny.

Państwo Angiel pobrali się w 2016 roku. Wkrótce urodziła się Ala. Zdrowa. Szczęście małżonków nie trwało jednak długo, bo maleństwo zachorowało.

– Zaczęło się jeżdżenie po szpitalach, badania… Dowiedzieliśmy się, że nasza córeczka cierpi na ciężką chorobę genetyczną. Przypadek jeden na milion. Nie została jednak postawiona dokładna diagnoza, a jej brak uniemożliwił właściwe leczenie. Było ono prowadzone metodą prób i błędów… Ala stawała się coraz słabsza. W końcu zmarła – pani Karolinie na wspomnienie tego napływają łzy do oczu.

Gdy znów zaszła w ciążę, świat ponownie zaczął nabierać kolorów. Staś, podobnie jak jego siostra, tuż po narodzinach stanowił okaz zdrowia. Ale pani Karolina i pan Mariusz, mając za sobą traumatyczne przeżycia, woleli dmuchać na zimne. Stąd częste kontrole stanu zdrowia chłopczyka. Nie uchroniło ich to przed kolejnym ciosem: okazało się, że malca zaatakowała ta sama choroba genetyczna, co Alę. Lekarze, znając historię dziewczynki, zaczęli dwoić się i troić, by chłopczyk wrócił do zdrowia.

– Zwoływano konsylia, robiono badania… Staś zaczął przyjmować leki, ale nie przynoszą one efektu. Choroba cały czas niszczy serduszko naszego synka – w nienaturalny sposób rośnie lewa komora. Już teraz jest dwukrotnie większa niż powinna być. I wada ta postępuje bardzo szybko – tłumaczy pan Mariusz, tata malca.

Ratunkiem jest przeszczep. Jak najszybciej, bo nie wiadomo, ile chłopczyk ma czasu…

– W Polsce przez długie kolejki i zbyt małą ilość dawców nasz synek może nie doczekać operacji. Dlatego potrzebujemy zebrać pieniądze na operację w Niemczech lub w Austrii. Liczy się czas – podkreślają rodzice.

Czy uda się zebrać potrzebną kwotę? Rodzice wierzą, że tak. I że ich synek dostanie nowe serduszko. Jak pomóc?
Wpłat można dokonywać klikając link poniżej (strona Fundacji). Jak na razie udało się zebrać 1 procent – 16 600 złotych.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here